Annabelle

Wróciłam do domu wyczerpana; za oknem ni to zima, ni wiosna – czyli pogoda stwarzająca idealne warunki do wydzielania melatoniny, hormonu snu. Po przeszło 2-godzinnej drzemce, o ósmej wieczór i mając wszelkie predyspozycje, by spędzić go sama, zamknięta w pokoju, z kubkiem ciepłej herbaty, zaczęłam rozmyślać nad wynalezieniem filmu, który, kontrastując do wątpliwej zimy za oknem, zmrozi mnie do szpiku kości. Surfując po internecie w poszukiwaniu mocnych wrażeń natrafiłam na film twórcy ,,Obecności” i „Naznaczonego” – „Annabell”.

Po obejrzeniu obu zwiastunów tegoż filmu, utwierdziłam się dobitnie w przekonaniu, iż jest on tym, czego szukałam. Materiały promocyjne tworu reżysera Johna Leonettiego zdecydowanie do mnie przemówiły, skłaniając do pochylenia się nad tym dziełem. Przejdźmy zatem do samego filmu.

Lata 60-te XX wieku. Młode małżeństwo Gordonów wiedzie beztroskie, harmonijne życie. Mia- kobieta spodziewająca się dziecka dostaje w prezencie od męża porcelanową lalkę, która trafia do jej kolekcji. Nowy nabytek nie różni się niczym od pozostałych lalek. Zmienia się to podczas nocy, kiedy to mieszkająca w sąsiedztwie czcicielka szatana młoda Annabelle usiłuje zamordować małżeństwo, jednak kończy się to tragiczną śmiercią jej samej. Wydarzenia tej nocy dają początek dziwnym paranormalnym zjawiskom, które mają miejsce w domu Gordonów. Małżonkowie daremnie szukają rozwiązania problemów w zmianie miejsca zamieszkania. Nie są świadomi, że to dopiero początek problemów wywołanych przez ducha zmarłej Annabelle, który upodobał sobie lalkę jako narzędzie do dokonania swoich straszliwych zamiarów.

Horrory z użyciem rekwizytów w postaci porcelanowych lalek o przenikliwym spojrzeniu czy też innych, mrocznych zabawek potrafią skutecznie wywołać lęk i podniesienie poziomu adrenaliny. Sukces tego horroru można przypisywać bardzo dobrej obsadzie aktorskiej, wystrojowi wnętrz, który perfekcyjnie oddaje klimat lat 60-tych a także nietuzinkowej ścieżce dźwiękowej, która bez wątpienia buduje napięcie, pozostawia widza w stanie ciągłej niepewności i przyprawia o dreszcze.
Z drugiej jednak strony scenariusz wydaje się trochę „oklepany”; paranormalne zjawiska, opętany przedmiot, ksiądz i oczywiście w tym wszystkim młode, dotychczas szczęśliwe małżeństwo. Jednakże w tych czasach naprawdę bardzo ciężko wymyślić cokolwiek nowego – wszystko prawdopodobnie zostało już powiedziane, zasłyszane, czy choćby pomyślane.

Podsumowując: film jest naprawdę dobry, ale dostaje stopień nieco niższy niż jego starsi bracia „Naznaczony” czy „Obecność”. Mimo to, uważam, że film jest godny polecenia. Dostarcza dreszczyku emocji. Doskonały na wieczorne seanse przy zgaszonym świetle z przyjaciółmi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *