Bóg zemsty

Niedawno w kinach pojawił się kolejny film z Nicholasem Cagem. Spora reklama, wiele billboardów zachęcających do obejrzenia obrazu. Tych, którzy widzieli „Uprowadzoną” film miał zwalić z nóg…A zatem krótko o treści.

Główny bohater Will (tu właśnie Nicholas Cage) jest szczęśliwym małżonkiem. Z zawodu jest nauczycielem. Wiedzie sobie zwykłe życie szarego człowieczka i nikomu nie wadzi. Pewnej nocy sielanka zostaje zakłócona a jego żona zostaje brutalnie zgwałcona. Do Willa zgłaszają się wtedy osoby, które oferują możliwość zemsty na gwałcicielu. Will oczywiście się zgadza i przestępca ginie. Krótko po tym zdarzeniu okazuje się jednak, że przysługa, która została mu wyświadczona, musi zostać szybko spłacona. Will ma za zadanie zabić pedofila. Czy mu się uda i jakie będą dalsze wydarzenia nie opiszę, aby nie psuć nikomu zabawy.

Muszę powrócić do tych reklam, które tak usilnie obiecywały dobre kino akcji trzymające w napięciu. Do „Uprowadzonej” film się nie umywa. O ile tam Liam Neeson trzymał nas w szachu i sterował emocjami, tu tego zdecydowanie zabrakło. Film jest miałki, nudny, jakby nieprzemyślany do końca. Niemal zasnęłam podczas oglądania, a przecież to thiller miał być…

Kolejna smutna kwestia, to niestety dobór ról Nicholasa Cage’a. Ja rozumiem, człowiek musi zarabiać, ale na litość boską dlaczego w taki sposób? Aktor ze świetnymi predyspozycjami, jeden z lepszych jakich Hollywood posiada w swoich szeregach, po raz kolejny wplątał się w beznadziejny film. Myślałam, że „Polowanie na czarownice” w jego wykonaniu, to nieporozumienie, ale z tego co widzę niestety Cage podąża tym niechlubnym szlakiem. Jego rola ani nie jest ciekawa, ani intrygująca. Nie jest nawet irytująca. Odniosłam wrażenie, że Cage nie stara się nawet żeby postać była „jakaś”.

Jeśli ktoś miałby ochotę zobaczyć Cage’a w swoich najlepszych rolach to polecam „Zostawić Las Vegas”, „Pan życia i śmierci”, „Zły porucznik” czy choćby „Miasto Aniołów”.

Tego filmu dla miłośników gatunku nie polecam. Jedynie poczucie nudy i rozczarowania może towarzyszyć oglądaniu tego „dzieła”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *