Hugo i jego wynalazek

Jako, że przed nami dziś noc Oskarowa, nie znajdujemy lepszego momentu na reaktywację strony. Zapowiada się emocjonująca walka o prestiżową nagrodę. Faworytem gali jest „Hugo i jego wynalazek” Martina Scorsese z 11 nominacjami, w tym dla najlepszego filmu oraz za najlepszą reżyserię.

Bohaterem filmu jest nastoletni chłopiec o imieniu Hugo. Jest sierotą, mieszka samotnie na dworcu kolejowym. Na co dzień zajmuje się zegarami, czyści je oraz nakręca. Większość czasu obserwuje ludzi z ukrycia. Nie wychodzi ze swojej kryjówki zbyt często w obawie o to, że zostanie złapany przez nadzorcę stacji kolejowej. Jego głównym zadaniem jest jednak naprawa robota, który pozostał mu po ojcu. Aby dokończyć naprawę musi kraść metalowe części. W końcu zostaje złapany na gorącym uczynku przez właściciela sklepu z zabawkami. W wyniku tego „spotkania” Hugo traci swój ukochany notes, w którym znajduje się instrukcja budowy robota. Chłopiec nie potrafi przejść nad tym obojętnie i stara się odzyskać notes. W ten sposób drogi chłopca i właściciela sklepu krzyżują się i przyniosą wiele ciekawych wydarzeń.

Muszę przyznać, że do filmu podeszłam dość sceptycznie. Scorsese po filmach pełnych napięcia i niedopowiedzeń, jak „Infiltracja” czy „Wyspa Tajemnic” nagle zabiera się za film familijny ? Coś tu nie grało. Przyznać jednak trzeba, że film ogląda się przyjemnie. Główny bohater, czy to za sprawą pięknych błękitnych oczu, czy też wrodzonego talentu wprowadza w film i z czasem widz nie chce się z nim rozstawać. Uroku dodaje również rola nadzorcy kolejowego (w tej roli Sacha Baron Cohen), który nieodzownie kojarzy mi się z serialem „‚Allo ‚Allo!” oraz oficerem lotnictwa.

Po obejrzeniu filmu zdecydowanie jednak mogę napisać, że Scorsese i tym razem nie zawiódł. Jest to historia momentami zabawna, momentami wzruszająca. Od początku filmu widz stawia sobie wiele pytań, na które nie od razu zyskuje odpowiedź. Przepiękna scenografia dopełnia obrazu. Warto zobaczyć, szczerze polecam.

Sucker Punch

Po sobotnim seansie a może bardziej jego próbie chyba wyleczę się całkowicie z gatunku sciene-fiction. Mając przed sobą cały wieczór i dużo wolnego czasu zaplanowałem projekcje filmu.  Oczywiście mój filtr jak zwykle wyznaczył gatunek który memu sercu jest najbliższy, a może był przynajmniej do sobotniego wieczoru – sciene fiction. Przypadkowo ostatnio oglądałem trailer który bardzo mi się spodobał. Jak widać – nie należy ufać zwiastunom filmowym.

Sucer Punch to opowieść o dziewczynie której los nie był łaskawy. Po śmierci matki, kiedy jej ojczym dowiaduje się że jedynymi spadkobiercami są córki dostaje szału. Próbuje na nich wyładować swój gniew. Nasza bohaterka reaguje dość impulsywnie strzelając do niego z pistoletu. Niestety, dość nie fortunnie nie trafia w swojego oprawce za to kula dosięga jej siostry.  Sierota trafia do ośrodka dla obłąkanych który okazuje się rasowym  burdelem. W tym momencie do fabuły wkrada się wątek fantazji głównej bohaterki który tak mnie skutecznie zniechęcił do dalszego oglądania tej projekcji że film niestety wyłączyłem. Jako niewątpliwy plus filmu to obsada aktorska. Ci którzy chcą pooglądać miłe dla oka kreacje żeńskie z pewnością znajdą coś dla siebie. Dla mnie nawet film sciene-fiction musi mieć jakieś ramy więc zdegustowany wyszukałem w sieci starą dobrą „Galaktykę grozy” i zamierzam ją odkurzyć dziś w nocy, a od Sucer Puncha miłośnicy takich filmów jak Obcy: Decydujące starcie i Terminator 2 powinni trzymać się z daleka.

Captain America: The first Avenger

Wczoraj ponownie sięgnąłem po tytuł z gatunku sciene fiction i po raz kolejny się mocno rozczarowałem. Albo w ostatnim czasie moje gusta mocno się wyostrzyły albo produkcje w rodzaju pierwszej części X men albo Ja Robot przechodzą już do historii ustępując miejsca typowym hollywodzkim kiczom. Takim też mianem śmiało mogę ochrzcić tytuł Captain America: The first Avenger.

Najlepszy w zasadzie jest początek filmu. W momencie kiedy tytułowy Steve Rogers dostaje swoją szansę od narodu jedynym barwnym elementem projekcji pozostaje rola kobieca Hayley Atwell. Reszta pozostawia wiele do życzenia. Akcja marna, fabuła szablonowa a efektów specjalny zobaczymy więcej w ostatnich projekcjach dla najmłodszych. Generalnie w pewnym momencie bez zbędnego ciśnienia byłem w stanie sprawdzić sobie pocztę na laptopie oraz odpowiedzieć na dwie wiadomości na facebooku. Zdecydowanie nie polecam jako miłe spędzenie czasu. Nawet miłośnikom gatunku polecam już chyba bardziej sięgnięcie do jednego z klasyków niż przemęczenie się niemal 120 minut oglądają jak sądzę pierwszą z cyklu filmową opowieść o Kapitanie Ameryka.

Green Lantern

Jako dziecko wychowałem się na komisach Marvela. Kupowałem wszystkie numery człowieka pająka a czytałem wszystkie inne w ramach szeroko rozwiniętej akcji pożyczania od kolegów. Tym bardziej ze zniecierpliwieniem czekałem premiery filmu Green Lantern.

Niestety, nadmiar zajęć podczas sezonu ślubno weselnego zupełnie rozbiły mnie jeśli chodzi o jakiekolwiek elementy rozrywki kulturalnej. Dopiero w dniu dzisiejszym „dopadłem” chwile czasu i „zaliczyłem” na spokojnie opowieść o zielonym strażniku kosmosu. Fabuły nie będę streszczał. Zarówno miłośnicy uniwersum marvela jak i inni potencjalni oglądający z pewnością nie chcieliby znać szczegółów. Jednak niestety, musze tutaj stwierdzić z przykrością że sam film mocno mnie rozczarował.

Akcji generalnie brak. Jedynie w ciągu ostatnich 20 minut coś zaczyna się dziać więc miłośnicy wartkiego kina nie będą zbytnio zadowoleni z seansu. Jeśli chodzi o efekty specjalne – to na dzisiejsze czasy lepsze bywają w bajkach dla dzieci. Do 3 części Spider Mana – a nawet Mrocznego Rycerza film się generalnie nie umywa. Jako miłośnik gatunku nie powiem obejrzałem go – wiedząc o co chodzi – co z czego wynika i jak się film skończy. Natomiast nie wiem czy pokolenia które nie dorastało na pierwszych „przeciekających” z zachodu komiksach będzie równie pobłażliwe w ocenie tego filmu jak ja. Podsumowując – polecam tylko zagorzałym fanom gatunku, wszyscy inni mogą być równie zdegustowani jak ja…

Giganci ze stali

Jakiś czas temu postanowiłem zabrać moich dwóch synów w wieku szkolnym do kina. Zasugerowali mi tytuł który nic mi niestety nie mówił. Niemniej idea spędzenia wspólnie miło czasu była dla mnie najistotniejsza. Uwielbiam bajki dla dzieci ale jakiś fabularny film o robotach niezbyt mnie kręcił. Jak się okazało w miarę upływu czasu w kinie co raz bardziej wczuwałem się w dość mocno w nabierającą tempa akcję filmu.

Ogólnie historia która dzieje się w niedalekiej przyszłości. Boks i inne sporty walki zostały stopniowo wyparte poprzez walki mechanicznych – sterowanych przez ludzi robotów. Są one efektowniejsze i dużo bardziej brutalne – może to jedyny minus tego filmu – a przez to ściągają całe rzesze miłośników zarówno do ogromnych hal jak i na podziemne parkingi – gdzie organizowane są walki.  Charlie Kenton – weteran ringu bokserskiego – jest średniej klasy operatorem walczących na ringu robotów. Stopniowo popada w co raz większe długi sięgając już niemal dna. Sytuacja zmienia się w momencie śmierci jego byłej żony kiedy awanturnik i łobuz z dnia na dzień musi poradzić sobie z rolą opiekuńczego ojca. Czy podoła? Warto zobaczyć.

Dosyć ciekawe efekty specjalne, szybka, wciągająca akcja – fabuła może trochę momentami banalna ale nie zapominajmy że to dzieci mają się na tym filmie bawić wyśmienicie a moi chłopcy bawili się świetnie. Nie ukrywam że i ja wyszedłem z sali kinowej nieco rozprężony a w swoim czasie bajek dla dzieci zaliczyłem już sporo. Gorąco polecam.

Nowy kalendarz na stronie

Dziś przygotowujemy się do gruntownej przebudowy blogu. Od lipca niestety nic nie pojawiło się na naszej stronie dlatego wobec chwilki czasu którą obecnie dysponuję postanowiłem wzbogacić samą zawartość blogu.

Thor

„Thor” to megaprodukcja zrealizowana na podstawie kultowego komiksu o Thorze – władcy pioruna.

Thor używa młota, który stworzony z tajemniczego metalu, daje mężczyźnie niesamowitą moc. Dzięki temu jest on niesamowitym wojownikiem i nie boi się uczestniczyć w bojach z wrogiem. Towarzyszy mu 4 wiernych przyjaciół.

Thor przekonany o swej sile i nieomylności postanawia wypowiedzieć wojnę odwiecznemu wrogowi. Wściekły ojciec Thora – Odyn, postanawia dać synowi nauczkę i zsyła syna na wygnanie.

Thor zostaje zesłany na Ziemię. Tu potrącony zostaje niemal od razu przez piękną i młodą fizyczkę – Jane Foster. Początkowo kobieta traktuje Thora jako dziwaka. Nie rozumie o czym on mówi oraz nie wierzy w jego dziwne historie. Thor, który stracił swoje moce powoli traci swą pewność siebie. Chwilą największego dla niego kryzysu jest chwila, gdy próbuje podnieść swój młot. Młot jednak nie chce się poruszyć nawet o milimetr.

Tymczasem brat Thora knuje w domu jak siąść na tronie i na zawsze pozbyć się Thora. Postanawia na zawsze pozbyć się brata i zsyła na Ziemię zabójczą machinę. Thor nie chce jednak poświęcać życia ludzi oraz swoich przyjaciół, którzy przyszli mu na ratunek. Dzięki swojej ofiarności Thor znów jest godzien używać młota i narzędzie do niego wraca. Thor postanawia wrócić do domu i ukarać brata za wszystkie kłamstwa.

Fajny film, fajne efekty. Ogląda się przyjemnie i szybko, zdecydowanie szybko wciąga. Lekki i ciekawy filmik. Można obejrzeć z czystym sumieniem. Dla fanów komiksów na pewno gratka

Prawdziwe męstwo

Mattie Ross jest kilkunastoletnią dziewczynką dorastającą wśród szeryfów i kowbojów na dzikim zachodzie. Pewnego dnia niejaki Tom Chaney zabija ojca Mattie za dwa kawałki złota. Chaney ucieka przed szeryfami, a Mattie postanawia się zemścić za śmierć ojca.

Jej umiejętności negocjacji i twardy charakter pozwalają jej na osiągnięcie sporej sumki pieniędzy i wspaniałego konia. Namawia również szeryfa Roostera Cogburna do pomocy. Co prawda szeryf jest leniwy i nie wylewa za kołnierz, ale wydaje się być najlepszym kandydatem do tej roli. Dziewczynka upiera się by w pościg za Chaneyem wyruszyć razem z szeryfem.

Początkowo w podróży towarzyszy im strażnik Teksasu LaBoeuf, który poświęcił wiele ostatnich miesięcy na pościg za Chaneyem. Chce schwytać bandytę za zabójstwo senatora i za to dostać sporą nagrodę.

Trudny charakter Roostera oraz gadatliwość LaBoeufa nie sprzyja zawieraniu znajomości. Panowie nie potrafią znieść swojego towarzystwa i wkrótce Mattie zostaje jedynie z szeryfem.

Dziewczynkę jak i szeryfa czeka wiele przygód, a wyprawa mimo różnych charakterów zjednoczy ich. Mają bowiem wspólny cel, a zawziętość Mattie dodaje Panom sił i wytrwałości do dalszych poszukiwań bandytów.

Film dobrze się ogląda. Faktycznie trudno zrozumieć decyzję Akademii, która uznała rolę Mattie za drugoplanową. Kilkunastoletnia osóbka świetnie odegrała swoją rolę.

Film jak najbardziej polecam, wciąga i ogląda się z dużą przyjemnością. Czas leci niezauważenie. Polecam.

Rytuał

Dziś film o dość nietypowej tematyce, choć z przeszłości wiem, że budzi spore zainteresowanie. Film Rytuał oparty jest na prawdziwej historii Micheala, który aby wyrwać się z rodzinnego miasta musi zostać księdzem. W jego rodzinie wszyscy członkowie są albo duchownymi, albo prowadzą zakład pogrzebowy. Ponieważ Micheal nie widzi siebie wśród zwłok postanawia wstąpić do seminarium.

Przed końcem seminarium, dosłownie przed samymi ślubami Micheal zaczyna wątpić. Wszystko co słyszy na zajęciach poddaje w wątpliwość. Wie jednak, że jeśli nie ukończy seminarium, jedyne co mu pozostanie to powrót do domu.

Postanawia więc udać się na elitarne szkolenie w Watykanie, które w dużej mierze poświęcone jest egzorcyzmom. Tam jednak również nie odnajduje wiary, a wszystko co widzi jest dla niego mało przekonujące i niewiarygodne. Wtedy zostaje wysłany do niekonwencjonalnego księdza Lucasa.

Początkowo Micheal nie zmienia swojego zdania. Widzi Lucasa przy pracy z opętanymi ludźmi jednak nie wierzy w to, że nie jest to zwykłe szaleństwo, a coś więcej. Ksiądz Lucas stara się pomóc ciężarnej dziewczynie. Zamyka ją nawet w szpitalu, ale dziewczyna umiera.

Od tego momentu nastąpi przełom w działaniach Micheala. Stanie również przed próbą wiary, która okaże się dla niego trudniejsza niż kiedykolwiek przypuszczał.

Film ogląda się nieźle. Co prawda przez 3/4 filmu utożsamiam się z wątpiącym Michealem, to trudno nie zadać sobie na koniec filmu pytania – a co jeśli to prawda? Oczywiście nie jest to film tak dobry jak „Stygmaty”, ale śmiało można obejrzeć.

Wszystko za życie

Dziś lekko odgrzewany film, ale za to klasyk. „Wszystko za życie” to historia zainspirowana prawdziwym życiem Christophera McCandlessa. Chris jest postrzegany jako mądry chłopak o świetlanej przyszłości. Właśnie kończy renomowaną uczelnię z wyróżniającym wynikiem. Ma wszystko czego potrzeba: dom, pracę, rodziców i pieniądze. Nie wystarcza mu to jednak do szczęścia.

Postanawia oddać wszystkie swoje rzeczy potrzebującym i pozbyć się dorobku swojego życia. Pozbywa się również dokumentów i wszelkiej możliwości kontaktu z nim. Gdy jest gotowy, udaje się w podróż swojego życia.

Jako Alexander Supertramp wędruje po kraju imając się różnych zawodów. Spotyka wielu życzliwych mu ludzi, którzy chętnie pomagają i chętnie otrzymują pomoc.

Po pewnym czasie Chris trafia na Alaskę. Jako samotnik czuje się jak ryba w wodzie. Jest sam, wśród roślin i zwierząt. Okazuje sie jednak, że alaska oraz przyroda ma wobec niego nieco inne plany, a sama przygoda okazuje się być dużo trudniejsza niż się początkowo wydawało.

Niesamowity film, poruszający, piękny. Film wpływa na wyobraźnię. Doskonałe widoki i świetny soundtrack. Myślę, że to obowiązkowa pozycja dla każdego. Polecam.