P.S Kocham Cię

Już jakiś czas temu książka Cecelii Ahern pt. „P.S Kocham Cię” wpadła w moje ręce. Dziękuję Bogu za ten dzień, gdyż jest to dzieło pełne wzruszających momentów, czyli całkowicie pasujące do mnie. I tym sposobem „P.S Kocham Cię” zajęło honorowe miejsce w mojej domowej biblioteczce, Ale dziś powiemy sobie o filmowej adaptacji tej książki, o tym samym tytule.

Holly i Gerry Kennedy to małżeństwo z długim już jak na swój młody wiek stażem. Pobrali się dość wcześnie z powodu gorącej i bezwarunkowej miłości. Jak każda para mają wzloty i upadki, lecz mimo wszystko nie potrafią bez siebie żyć. Sekret ich niepojętego szczęścia tkwi w tym, że oprócz miłości, którą się wzajemnie darzą, małżonkowie są także bratnimi duszami. Doskonale się rozumieją i jest co coś, co tworzy między nimi niezniszczalną więź. Niestety nadchodzi dzień, kiedy ich bajka dobiega końca. Gerry odchodzi- umiera na guza mózgu. Pozostawia swoją ukochaną z ich wspólnymi przyjaciółmi, lecz mimo wielkiego wsparcia Holly nie potrafi wydostać się z sideł depresji spowodowanej tęsknotą. Ta historia nie kończy się w ten sposób. Gerry przed śmiercią postanowił przygotować dla swojej żony listy, które po jego odejściu są jej dostarczane w tajemniczych okolicznościach.

Każdy list kończy się słowami „P.S Kocham Cię”.
Osobiście pałam wielką sympatią do tego filmu a na samą myśl o nim w moich oczach pojawiają się łzy. Uważam, ze ekranizacja powieści nie zawiodła! Dobór aktorów jest perfekcyjny. Czytając książkę bez wcześniejszego obejrzenia filmu w bardzo podobny sposób wyobraziłam sobie sylwetki głównych bohaterów. Film oddaje wiele uczuć, ma swój niepowtarzalny klimat, wzrusza i daje do myślenia. Pokazuje, że tak naprawdę prawdziwa miłość nigdy się nie kończy i nie ma takiej siły na świecie (w tym wypadku śmierć) która by ją wyeliminowała.
Szczerze polecam zarówno film jak i powieść szczególnie sympatykom wyciskaczy łez.

Miasto 44

W przerwie od nauki do zbliżającej się matury doszłam do wniosku, że chcę obejrzeć film, który skłoni mnie do refleksji. Ściślej mówiąc miałam potrzebę zobaczenia polskiego dzieła o tematyce wojennej. W ten oto właśnie sposób moim oczom ukazało się Miasto 44.

Jesteśmy w Warszawie. Jest rok 1944. Poznajemy młodzieńca, Stefana Zawadzkiego. Wiedzie on życie typowe dla młodzieńca z tego okresu czasu. Wszystko zmienia się z dniem, gdy składa przysięgę i tym samym pragnie dołączyć do powstania. Musi opuścić rodzinę, która jeszcze nie otrząsnęła się po utracie ukochanego ojca, który oddał życie za ojczyznę.

 W dalszej części filmu obserwujemy powstańcze losy głównego bohatera i jego przyjaciół a także innych, młodych Warszawian. Są to ludzie mający po kilkanaście lat i tak jak dzisiejsza młodzież chcą się bawić, poznawać świat i co najważniejsze żyć. Mamy do czynienia z wątkiem miłości, która tak naprawdę w tym czasie nie ma prawa bytu. Przez ówczesną sytuację młodzi bohaterowie mogą jedynie wyobrazić sobie sielankowe i beztroskie życie. Mimo niespełnionych nigdy marzeń nie opuszcza ich duch walki, pragnienie zwycięstwa i silna wola przetrwania. Obserwujemy ich niezwykłą dojrzałość emocjonalną, odwagę i oddanie ojczyźnie. Moje odczucia w stosunku do filmu są naprawdę pozytywne. Nie pokazuje nam sytuacji politycznej ówczesnej Warszawy. Obrazuje zaś losy zwykłego śmiertelnika, który znalazł się w tak tragicznym położeniu. Jeśli chodzi o efekty specjalne, mogę śmiało stwierdzić, że z pewnością nie odstawały jakością od dobrych, zagranicznych produkcji. Same w sobie przyprawiały o dreszcze, podkreślały tragizm sytuacji.

Dzieło oddaje widzowi silne wrażenia emocjonalne. Jest to strzał w dziesiątkę dla osób poszukujących wrażeń w filmie. Nie brakuje w nim krwawych momentów i wzruszających sytuacji, które przeobrażają się w łzy oglądającego. W filmie występują przejmujące dialogi, których poszczególne cytaty zostaną przeze mnie niezapomniane. Jeśli chodzi o muzykę, to jest ona niebywale różnorodna. Możemy początkowo usłyszeć śpiewane przez młodzieńców utwory z dwudziestolecia międzywojennego, przechodząc przez refleksyjne piosenki takie jak „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena, kończąc na współczesnej muzyce rozrywkowej.
Serdecznie polecam obejrzenie Miasta 44. Jest to dzieło, które po seansie przez długi czas nie umknie Twojej pamięci. Ciężko jest opisać słowami uczucia towarzyszące oglądaniu filmu. Musisz zobaczyć to sam!

Polowanie

Dzisiejszego wieczoru, będąc u rodziny postanowiłam, jako, iż mam dwutygodniowe ferie, udać się w filmową podróż. Tym razem jednak zdecydowałam się obrać inny kierunek, niż to zazwyczaj bywało – czyli musiałam wykluczyć swą rodzinną Polskę oraz podróż za ocean. Takim oto sposobem trafiłam do ojczyzny twórcy jednych z najpiękniejszych baśni na świecie, Hansa Christiana Andersena.

Tak, tym krajem jest Dania. ,,Polowanie” to dramat, za którego produkcję odpowiada duński reżyser i scenarzysta Thomas Vinterberg, którego najgłośniejszym jak dotąd filmem jest dramat ,,Festen”, powstały w 1998 roku. Najgłośniejsze nazwisko, jakie Vinterberg zaangażował w swój projekt jest bez wątpienia osoba Madsa Mikkelsena, odtwórcy głównej roli w wysoko ocenianym serialu ,,Hannibal”.

Akcja toczy się w małym, skandynawskim miasteczku, gdzie wszyscy się znają, a ludzie są dla siebie niezwykle życzliwi. Na początku reżyser pokazuje nam życie codzienne głównego bohatera, rozwodnika Lucasa pracującego jako opiekun w przedszkolu, który po pracy nie stroni od spotkań z przyjaciółmi. Ot, normalny człowiek. Zauważamy również, że jest bardzo lubiany przez lokalną społeczność, a praca sprawia mu sporo radości, gdyż od samego początku widać, że kocha dzieci. Jednakże pewnego dnia sielanka dobiega końca, gdy córeczka najlepszego przyjaciela Lucasa oskarża go o molestowanie. Wywołuje to lawinę nieoczekiwanych wydarzeń… Film Thomasa Vinterberga pokazuje, jak zmienne są uczucia innych ludzi, jak łatwo w ciągu jednej chwili, wskutek niepopartego dowodami oskarżenia, stracić cały szacunek, zostać znienawidzonym. Jak jedna sytuacja może zniszczyć całe życie. Ukazuje, iż nawet będąc dobrym człowiekiem, uczynnym i pomocnym, można zostać skreślonym. Od głównego bohatera odwracają się wszyscy; od przyjaciół, kolegów z pracy, po zwykłych ludzi z ulicy. Wszyscy wytykają go palcami, nawet sprzedawcy w sklepach nie chcą obsłużyć wierząc maksymie, iż przecież ,,dziecko nie może kłamać”. Końcowa scena utwierdza tylko w przekonaniu, że raz przyklejonej łatki nie da się tak łatwo usunąć.

Zaufanie Madsowi Mikkelsenowi powierzając mu rolę głównego bohatera to niewątpliwie strzał w dzięsiątkę, gdyż świetnie zagrał swoją postać i z pewnością znacząco wpłynął na jakość tego obrazu. Ogólnie grę aktorską można zaliczyć do pozytywnych cech dzieła Vinterberga, podobnie jak szeroko pojęty pomysł na film i przedstawienie tematu z innej perspektywy – osoby oskarżonej. Jedynym, do czego można się doczepić, jest zakończenie, które pozostawia niemały niedosyt. Myślę, iż dramat duńskiego reżysera odcisnął na mnie niemałe piętno, pokazując, jak to człowiek staje się ofiarą swojego dobra. Film ten, oryginalnie traktujący kontrowersyjny temat pedofilii dostarczył mi bardzo mocnych emocji, oglądając go w pewnych chwilach czułam się bezsilna i pełna gniewu, że nie mogę uczestniczyć w rozgrywanej na ekranie akcji, nie mogę tam wejść i potrząsnąć mocno dziewczynką aby ta wreszcie wyznała prawdę. Gorąco polecam ten film gdyż prezentuje on kawał dobrego, europejskiego kina.

Pod Mocnym Aniołem

Po niewątpliwym sukcesie komercyjnym obrazu „Drogówka”, Wojciech Smarzowski postanowił pójść za ciosem i przedstawił nam dramat bezsilności walki ludzi z nałogiem w którym realizm choroby niemal zabija z ekranu.  Jak sam reżyser mówi o tej produkcji – „Pod Mocnym Aniołem” można podzielić na trzy części. Pierwsza część śmieszy – bo kto z nas nie śmiał się kiedyś z osób spożywających alkohol.

Kolejna stopniowo zmusza do refleksji pokazując jak świat realny wymyka się z rąk bohaterom filmu oraz jak łatwo przekroczyć granicę nałogu. Trzecia cześć to już kilkanaście minut dla widzów o mocnych nerwach. Upodlenie głównego bohatera którego oglądamy w dramatycznych sytuacjach fizjologicznych sięga zenitu.

W filmie nie uświadczymy pościgów samochodowych i strzelanin ale na brak akcji i napięcia nie można narzekać. Jak już wspomniałem początek rozpręża nieco aby po chwili widz, z każdą kolejną sceną odczytywał sygnały z wszystkich swoich naskórnych receptorów.

Co do gry samego Więckiewicza to nie będę do końca obiektywny bo prywatnie mnie nie zachwyca. Jednakże w tym przypadku trzeba oddać mu honor  bo na planie „Pod Mocnym Aniołem”  pokazuje klasę i potęgę swojego warsztatu aktorskiego. Moim zdaniem na uwagę zasługuje praca kamer. Ujęcia z „przed nosa” głównego bohatera w kontekście całej akcji stwarzają tak niepowtarzalny klimat niektórych scen że widz ma momentami wrażenie iż sam jest pod wpływem upojenia alkoholowego. Takie ujęcia nadają oczywiście poziom dramaturgii całemu widowisku.

Podsumowując – gorąco polecam. Film po którego obejrzeniu w kinie nikt nie powinien czuć się zawiedziony.

Handel – Trade

Okres przerwy w sezonie to również czas intensywnego oglądania filmów. Dziś wyciągam film z 2007 roku. Nie jest to jakiś specjalny klasyk, ale kilka dni temu miałem przyjemność oglądać go na dobranoc. Obraz przedstawia problem prostytucji i handlu żywym towarem na terenie ameryki północnej. Młoda meksykanka wraz z innymi dziewczętami zostaje uprowadzona z rodzinnej miejscowości w celu sprzedaży na aukcji w stanach zjednoczonych. Na ratunek rusza jej brat którego wspiera dobry amerykański glina. Jedną z uprowadzonych kobiet które przemycane są przez granice gra Alicja Bachleda Curuś. Film dość przeciętny. Wątek handlu żywym towarem został tutaj przedstawiony jak epicka opowieść gdzie brat przemierza pół świata na ratunek swojej siostrze. Jedyny zaskakujący moment to samobójstwo polki w połowie filmu – kiedy zrezygnowana swoją sytuacją skacze w przepaść. Końcówka to typowy amerykański obraza gdzie wszystko dobrze się kończy. Osobiście nie polecam. Sam skłoniłem się do tego filmu za namową znajomej, niemniej napisy końcowe wywołały u mnie jakiś emocjonalny niedosyt. Jedyny ciekawy akcent dla warto obejrzeć obraz to kreacja polki – którą wizja łatwego zarobku skusiła do wyjazdu za granicę. Kiedy grupka porwanych kobiet przerzucana jest przez  granice Polka stara się wspierać główną bohaterkę. Niemniej mimo jej udanego debiutu w Amerykańskim kinie – sama Bachleda Curuś filmu nie uratuje…

Nietykalni

Lekkoduch Driss (Omar Sy) dopiero co wyszedł z więzienia za kradzieże. Żyje z matką i rodzeństwem w jednym niewielkim mieszkaniu. Nie pracuje, utrzymuje go państwo. Któregoś dnia udaje się do jednego z teoretycznych przyszłych pracodawców, po to aby uzyskać podpis na zaświadczeniu do urzędu pracy.

Trafia do pięknego domu, którego właścicielem jest sparaliżowany Phillippe (Francois Cluzet). Driss nie stara się o przyjęcie do pracy, jest arogancki i całkowicie nie przejmuje się stanem zdrowia Phillippe’a. Dostaje jednak pracę na próbę. Ma zajmować się mężczyzną przez całe dnie i pomagać mu w codziennych czynnościach.

Początkowo Driss nie traktuje swojego zajęcia poważnie. Testuje swojego właściciela na różne sposoby, nawet oblewając go wrzątkiem. Phillippe cieszy się jednak z jego towarzystwa, gdyż Driss nie okazuje mu litości i współczucia. Z dziwnie rozpoczętej znajomości powstaje zalążek przyjaźni.

Film jest naprawdę dobrą komedią. Dawno już nie śmiałam się w głos podczas oglądania tak zwanych komedii. Aktor grający Drissa jest świetny, pełen życia i humoru lekkoduch, który swoją świetną grą aktorską powoduje uśmiech.  Również Francois Cluzet, który wspierać się tu mógł jedynie mimiką wypadł świetnie.

Obraz porusza trudny temat, ale brawurowy scenariusz powoduje, że film jest szczery i zabawny. Na szczególną uwagę zasługują doskonale napisane dialogi, dopracowane do perfekcji i idealnie wpasowane w sytuację.

Film doskonale się ogląda. Co prawda akcja rozkręca się chwilę, ale naprawdę warto na to poczekać. Driss i Phillipe tworzą doskonały duet, który w połączeniu ze świetną grą aktorską i dobrym scenariuszem tworzy świetną komedię. Taką, o którą obecnie ciężko, zwłaszcza w polskim kinie. Gorąco polecam !