Facet (nie)potrzebny od zaraz

Najkrótszy przekaz na temat tej produkcji to po prostu omijaj ten film z daleka. Tym razem nie pokuszę się o jakiekolwiek streszczenie filmu. Wybraliśmy się z żoną, aby zabić czas czekając na syna i … już po 10 minutach wiedziałem, że pieniądze wydane na bilety to fundusze stracone. Co ciekawe do wyboru mieliśmy jeszcze Jack Strong’a. Co nas podkusiło – nie mam pojęcia. Fabuła mizerna, dowcip nietrafiony, – jeśli już jakikolwiek istnieje. Film w zasadzie od początkowych napisów jest przewidywalny. Nie pomogła nawet obecność młodego Stuhr’a ani Mozila ( swoją drogą ten Pan niech lepiej pozostanie przy śpiewaniu – tragiczna gra aktorska…). W tym przypadku po raz kolejny sprawdziła się moja teoria ze perfekcyjnie zrobiony trailer potrafi skutecznie zmylić widza, co do zawartości filmowej produkcji. Nie polecam to za mało powiedziane. Zdecydowanie odradzam… Idąc na ten film będziecie się nudzić. Z braku czasu ten tekst powstaje nieco później, ale czułem się w obowiązku, aby przestrzec ewentualnych widzów przed stratą tych kilkudziesięciu złotych na bilet.

Millerowie

Jeśli masz ochotę na 110 minut znakomitej zabawy to gorąco polecam ten film. Człowiek oglądając komedie Millerowie zupełnie wyłącza się z otaczającego świata. Nie ukrywam że na ten tytuł natknąłem się przypadkiem. Po obejrzeniu tandetnego horroru usiłowałem sobie poprawić nastrój. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę.
David – przeciętny dealer narkotyków przez przypadek wdaje się w awanturę w wyniku której traci pieniądze za towar. Jego szef daruje mu życie jeśli zgodzi się na niebezpieczną misję przewiezienia dużej ilości narkotyków z Meksyku. David – wpada na niekonwencjonalny pomysł i dla lepszego kamuflażu montuje sobie ekipę która w drodze przez granice będzie udawała kochającą się rodziną. Ekipę tworzy jego sąsiadka – spłukana striptizerka, sąsiad – prawiczek i wyszczekana bezdomna. W czasie drogi w wyniku licznych perypetii pseudo rodzina zaczyna się do siebie co raz mocniej zbliżać. Co z tego wyniknie? Naprawdę warto obejrzeć.
Znakomita obsada. W roli striptizerki Jennifer Aniston, którajak zwykle w sposób subtelny kokietuje widza swoimi wdziękami będąc przy tym przezabawna. Znakomite uzupełnienie stanowi dla niej Jason Sudeikis ekranowy David.
Jutro dodam krótkie opisy kilku filmów z pod znaku – LEPIEJ OMIJAJ Z DALEKA. Są to tytuły które skusiły mnie bardzo dobrymi trailerami a po ich obejrzeniu czułem tylko niedosyt i rozczarowanie.

Wielki Stach (Big Stan)

Wczoraj miałem nieodpartą ochotę poprawić sobie humor przed snem. Przypadkiem na you tube mój wybór padł na tytuł Wielki Stach (Big Stan). Musze przyznać że tytuł ten po raz pierwszy od jakiegoś czasu zbierze ode mnie pozytywną recenzje. Na wstępie zaznaczam że tytuł nic nowego ani ambitnego do kinematografii komediowej nie wnosi. Niemniej mimo swojej pustej wymowy jest lekki i momentami bardzo zabawny. Ogląda się go bardzo przyjemnie. Tytułowy Stan (Rob Schneider) jest zatrzymany za defraudacje staje przed sądem. Jego obrońca który próbuje przekupić sędziego, jest mu jedynie w stanie wywalczyć odroczenie wyroku o 6 miesięcy. Stanley jest zdruzgotany gdyż najbardziej z więziennych bolączek boi się gwałtów. Ten strach motywuje go do działania i przypadkowo spotkany mistrz Kung Fu robi z chuderlaka typowego twardziela. Sposób w jaki już w samym więzieniu Wielki Stach wprowadza stopniowo swoje zasady jest przezabawny. Co z tego wyniknie? Zapraszam do oglądania widzów lubiących mniej ambitne kino, a także tych którzy w komediach upatrują chwilowego oderwania od rzeczywistości. 103 minuty dobrego ubawu gwarantowane.

Project X

Marzec to dość jałowy okres w mojej branży który zamierzałem wykorzystać na uzupełnienie zawartości moich tematycznych blogów. Rozpoczynam od recenzji filmowej z uwagi na to iż wczoraj wreszcie znalazłem chwilkę czasu na obejrzenie pozycji która od dawna czekała na swoją wieczorną kolejkę ale z uwagi na brak czasu w poczekalni spędziła przeszło 3 miesiące. Mowa tutaj o Project X. Temat banalny – rodzice wyjeżdżając a młodociani amerykanie organizują urodzinowe super party. Sposób przedstawienia tego tematu – niebanalny i godny polecenia. Całe zdarzenie obserwujemy z perspektywy kolegi który w ramach prezentu filmuje zarówno przygotowania do imprezy jak i jej burzliwy przebieg. Balanga której lista gości ma zamknąć się w góra 30 osobach szybko wymyka się organizatorom spod kontroli. Ten fakt był oczywiście do przewidzenia dla potencjalnego widza ale rozmiar tej wpadki przerósł nawet mnie. Koniec filmu to dosłownie katastrofa i jedynie wątek miłosny ostudza nam zakończenie projekcji. Mimo wszystko kapitalne ujęcia kamery pokazują jeszcze bardziej imprezowy charakter tego przyjęcia. Wspaniała ścieżka dźwiękowa , która – nie ukrywam zachęciła mnie do oglądania Project X – przenosi nas podświadomie w klimat imprezy i sprawia że jesteśmy jakby jej częścią.

Często można się pośmiać mimo iż momentami to dość kontrowersyjny dowcip – w szczególności utkwiła mi w pamięci scena naćpanego psa który robi sobie dobrze dosłownie o wszystko co napotka na swojej drodze…  Gorąco polecam.

Nietykalni

Lekkoduch Driss (Omar Sy) dopiero co wyszedł z więzienia za kradzieże. Żyje z matką i rodzeństwem w jednym niewielkim mieszkaniu. Nie pracuje, utrzymuje go państwo. Któregoś dnia udaje się do jednego z teoretycznych przyszłych pracodawców, po to aby uzyskać podpis na zaświadczeniu do urzędu pracy.

Trafia do pięknego domu, którego właścicielem jest sparaliżowany Phillippe (Francois Cluzet). Driss nie stara się o przyjęcie do pracy, jest arogancki i całkowicie nie przejmuje się stanem zdrowia Phillippe’a. Dostaje jednak pracę na próbę. Ma zajmować się mężczyzną przez całe dnie i pomagać mu w codziennych czynnościach.

Początkowo Driss nie traktuje swojego zajęcia poważnie. Testuje swojego właściciela na różne sposoby, nawet oblewając go wrzątkiem. Phillippe cieszy się jednak z jego towarzystwa, gdyż Driss nie okazuje mu litości i współczucia. Z dziwnie rozpoczętej znajomości powstaje zalążek przyjaźni.

Film jest naprawdę dobrą komedią. Dawno już nie śmiałam się w głos podczas oglądania tak zwanych komedii. Aktor grający Drissa jest świetny, pełen życia i humoru lekkoduch, który swoją świetną grą aktorską powoduje uśmiech.  Również Francois Cluzet, który wspierać się tu mógł jedynie mimiką wypadł świetnie.

Obraz porusza trudny temat, ale brawurowy scenariusz powoduje, że film jest szczery i zabawny. Na szczególną uwagę zasługują doskonale napisane dialogi, dopracowane do perfekcji i idealnie wpasowane w sytuację.

Film doskonale się ogląda. Co prawda akcja rozkręca się chwilę, ale naprawdę warto na to poczekać. Driss i Phillipe tworzą doskonały duet, który w połączeniu ze świetną grą aktorską i dobrym scenariuszem tworzy świetną komedię. Taką, o którą obecnie ciężko, zwłaszcza w polskim kinie. Gorąco polecam !