John Carter

Kilka tygodni temu miałem okazję oglądać z moimi chłopcami niecodzienną bajkę.  Czytając uprzednio recenzję filmu – tytuł ten reklamowano jako pierwowzór światów przedstawionych w Star Wars i Avatar.  Sam trailer – mnie miłośnikowi kina s-f zapierał dech w piersiach. Z przyjemnością więc we trzech,  któregoś pięknego piątku, zasiedliśmy na naszej sypialnianej kanapie i zaczęliśmy projekcję. Film nawet dość ciekawy i od początku trzyma w napięciu. Później jest już nieco gorzej. Zaczynają się dłużyzny i dopiero ostatnie kilkanaście minut sprawia że doszczętnie odrywamy się od rzeczywistości.  Co do efektów specjalnych to są ciekawie zrobione. Niemniej żadnej przełomowości nie prezentują a już na pewno daleko im do drugiej części sagi Star Wars – „Ataku Klonów” – która od jakiegoś czasu pozostaje dla mnie pewnym wyznacznikiem tego poziomu.

Ostatnimi czasy spotkałem się z opinią że jedynie krytykuję filmy. Niestety, tym razem jest podobnie. Seans bardzo podobał się moim synom we mnie zaś pozostawiając pewien niedosyt po zakończeniu projekcji.  Spodziewał się czegoś znacznie bardziej emocjonującego. Bardzo ciężko jest napisać kilka pozytywnych słów o filmie który zupełnie mi się nie podobał a wręcz rozczarowałem się jego oglądaniem. Na uwagę jednak zasługuje ogólny klimat filmu – z drugiej strony kiedy scenarzysta ma do dyspozycji tak ciekawą książkę i na jej podstawie opracowuje film – może go już jedynie popsuć.  Warta pochwalenia jest na pewno scena walki w Białymi Małpami, ale jedna dobra scena akcji podczas całego filmu to nawet jak dla mnie miłośnika gatunku – trochę za mało…

Battleship: Bitwa o Ziemię

Film, o którym dziś jest to kolejna produkcja, gdzie ludzie zostają narażeni na wyginięcie. Nie jest to żadna nowość, w końcu obrazów tego typu mieliśmy już wiele. Dużo się oczywiście dzieje, ale nie da się ukryć, że nie jest to produkcja wysokich lotów.

Główny bohater, czyli Hopper jest młodym mężczyzną, któremu niezbyt wychodzi w życiu. Lekkoduch, bez pracy i perspektyw. Po próbie poderwania dziewczyny, włamaniu do sklepu jego brat postanawia za niego i zgłasza go do marynarki wojennej. Brat (tu Alexander Skarsgard) jest świetnie zapowiadającym się żołnierzem. Ułożony, pokorny i stonowany jest przeciwieństwem swojego młodszego brata.

Kiedy NASA postanawia nawiązać kontakt z planetą o podobnej co Ziemia budowie, nikt nie spodziewa się wizyty nieproszonych gości z innej planety. Oczywiście do spotkania dochodzi i tu zaczynają się problemy. Trzy statki zostają odcięte od pozostałej marynarki i będą musiały stawić czoła wrogim gościom.

I tu właśnie Hopper rozpocznie swoją życiową misję. Na jego barki spadnie dowodzenie i ochrona ludzi przed zagładą. Początkowo nie radzi sobie dobrze, ale z czasem oczywiście nabiera doświadczenia.

Film oczywiście nie jest pełen niespodzianek. Od początku wiadomo, jak się akcja potoczy oraz jak zakończy.Marynarka odgrywa tu dużą rolę. Bez względu na okoliczności, można w niej stać się z chłopca mężczyzną, z lekkoducha, pełnym rozwagi i honoru człowiekiem.

Swój debiut filmowy zaliczyła tu Rihanna. Nie można powiedzieć, żeby się nie spisała, ale jej kwestie były jednozdaniowe, a w zasadzie hasłowe. Wyglądała jednak ładnie i chyba o to chodziło.

Komiczną wręcz sytuacją jest wskrzeszenie do boju 70-o letniego statku, na którego pokładzie znajdują się weterani wojenni obsługujący niegdyś ten statek. Bohaterowie filmu nie mogli chyba liczyć na większe szczęście, ale jak dla mnie w tej konkretnej chwili scenarzystów chyba mocno poniosło.

Nie mogę również nie wspomnieć o roli Liama Neesona, który jako jeden z niewielu w tej produkcji może pochwalić się świetnym kunsztem aktorskim.

W filmie nie brakuje akcji, nie brakuje też humoru. Dla fanów tego typu gatunku może to być rarytas. Ja jednak nie będę się zachwycać. Dla mnie to druga „Wojna światów” tyle, że akcja dzieje się na morzu.