Zaginiona

„Zaginiona” to historia młodej dziewczyny o imieniu Jill (tu bardzo popularna ostatnimi czasy Amanda Seyfried). Jill utrzymuje, że kiedyś została porwana z własnego domu i uwięziona w jaskini. Udało jej się jednak uciec. Jej historii nie wierzy jednak policja. Dziewczyna postanawia prowadzić swoje własne śledztwo. Wierzy bowiem, że uda jej się znaleźć jaskinię, a w niej ukryte szczątki innych, porwanych dziewczyn.

Pewnego poranka po powrocie z pracy zauważa zniknięcie siostry. Dziewczyna boi się, że to z powodu jej porwania siostra trafia w niewłaściwe ręce. Policja nie wierzy, że zdarzyło się coś poważnego. Twierdzą, że siostra zabalowała w nocy i zniknęła na kacu.

Jill postanawia sama odnaleźć siostrę, a dzięki temu także porywacza. Policja natomiast uznaje Jill za niepoczytalną i próbuje znaleźć i powstrzymać młodą kobietę.

Film jest w miarę niezły. Spodziewałam się czegoś troszkę innego, ale nie jestem zawiedziona. Sam pomysł na fabułę jest dość przyzwoity, ale zabrakło dopracowania. Rola koleżanki Jill z pracy (Jennifer Carpenter) jest zupełnie niepotrzebna, podobnie młodego policjanta, który początkowo zainteresował się jej historią, a później jego wątek całkowicie się urywa.

Widz jednakże nie jest do końca pewien czy porywacz faktycznie istnieje. Nauczona doświadczeniem po „Wyspie Tajemnic”, przez dłuższą chwilę byłam pewna, że porywacza nie ma, a scenarzyści zgotują nam ciekawsze zakończenie.

Sama Amanda Seyfried nie nadaje się jak dla mnie do filmów tego typu. Jest zbyt delikatna i krucha. Poza tym nie ulega wątpliwości, że nie ma zbyt dużego warsztatu aktorskiego, bo gra jedną miną cały film. Dodatkowo uwagę widz ma zwracać na jej wielkie oczy i usta i nie ma zawracać sobie głowy detalami typu gra aktorska :)

Film można obejrzeć, ale nie jest to z pewnością klasyka gatunku. Na pewno po wyjściu z kina, czy po obejrzeniu obrazu w domu, nie pozostanie on w pamięci na długo.

Tranzyt

Dziś o filmie, który producenci określają jako pełen emocji i napięcia, a swoją akcją widzów rzuci na kolana…. No cóż.

W głównej roli występuje Jim Caviezel, znany szerszej publiczności głównie z roli Jezusa w „Pasji” Mela Gibsona. Jego bohater – Nate, wraz z żoną i córką wybierają się na krótkie wakacje. Nie da się ukryć, że sytuacja w rodzinie nie jest najlepsza. Starszy syn ma pretensje do Nate’a o to, że spędził ostatnie miesiące w więzieniu. Żona natomiast nie może przeboleć kłamstw, których się Nate dopuścił.

W tym samym czasie grupa 4 osób napada na konwój pieniędzy. Udaje im się zdobyć 4 miliony dolarów. Problem polega jednak na ominięciu blokad, ustawionych przez policję z torbą pełną pieniędzy w bagażniku. Wtedy też natrafiają na Nate’a i jego rodzinę. Postanawiają zamienić ich bagaże, a po ominięciu blokady odebrać pieniądze.

Wszystko idzie zgodnie z planem do momentu, kiedy rodzina odkrywa nowy pakunek. Nate zostaje opuszczony przez żonę i dzieci, którzy nie wierzą, że nie są to jego pieniądze. Dodatkowo na całą czwórkę oczekują złodzieje, którzy są zdesperowani aby odzyskać pieniądze.

Teraz wypadałoby powrócić do pochwał producentów. Faktycznie w filmie wiele się dzieje, akurat tego nie można zarzucić. Dzieje się może nawet za dużo, bo akcja przestaje być rzeczywista. Sytuację próbuje ratować Jim Caviezel, którego warsztat aktorski odgrywa stanowczo ważną rolę. Kuriozalne jednak są sceny, w których Jim po otrzymaniu wielu ran wciąż powracał do żywych. Momentami miał chyba więcej obrażeń niż w filmie Gibsona…

Rewelacyjny okazał się za to James Frain, wcielający się w rolę złodzieja. Idealnie nadaje się do ról psychopatów, morderców i innego rodzaju degeneratów. Samo jego spojrzenie powoduje dreszcze. Jest mroczny, zimny i bezduszny.

Osobiście nie poleciłabym tegoż obrazu do obejrzenia, ale nie jestem fanką filmów, w których dzieje się zbyt wiele. Sama akcja toczy się szybko, ale o napięcie ciężko. Miałam tez wrażenie, że pewne detale zostały wprowadzone zupełnie niepotrzebnie lub były całkowicie urywane w dalszej części produkcji. Poza tym jakoś trudno było mi scalić się z bohaterami. Wiem jednak, że wielbiciele gatunku znajdą w nim coś dobrego.